Przestań śnić - wywiad z False Heads

Aktualizacja: 8 gru 2019

Pierwsze kilka sekund i już wiesz, że jesteś w odpowiednim miejscu. False Heads są zespołem jedynym w swoim rodzaju. Przyciągają uwagę pasją oraz własnym, niepowtażalnym stylem. Niedawno wydali singiel "Fall Around”, będący wstępem do nadchodzącego, debiutanckiego albumu. Ciężko pracują, ale kochają być w trasie, śpiewać razem na backstagu i grać na żywo. Jeżeli będą występować w twoim mieście, weź znajomych, idź ich zobaczyć. Nie mam najmniejszej wątpliwości, że w najbliższym czasie będą grać w Brixton Academy czy nawet w Royal Albert Hall. Nie zapomnijcie ich zaobserwować, bo przyszły rok zapowiada się bardziej niż ekscytująco.




W skład zespołu wchodzą: Luke Griffiths (wokal i gitara), Jake Elliott (bass) i Barney (wokal oraz perkusja).




Dzisiaj jest wasz ostatni wieczór trasy. Jak było?

Luke: Naprawdę bardzo fajnie.

Barney: Bycie poza trasą… Wczoraj mieliśmy wolny dzień. Spędziliśmy go na uświadamianiu sobie, jak beznadziejne jest wracanie do rzeczywistości. Ale trasa była super. Zespół „A” był super. Również ’68 było genialnym zespołem do spędzania razem czasu. Jedynymsłowem - niesamowicie.

Luke: Dobra była ta trasa, bo dopiero co nagraliśmy swój album, więc graliśmy kilka nowych utworów. Dodatkowo możemy po prostu się rozbijać po scenie bez jakiegokolwiek ciśnienia.

Jake: Co prawda martwiliśmy się na początku, bo Barney złamał rękę zaraz przed rozpoczęciem trasy. Pierwsza noc to była również pierwsza chwila kiedy graliśmy razem po 6 miesiącach. Nie wiedzieliśmy, czy damy radę, jednak moim zdaniem nawet nam wyszło.

Barney: No, nie było do d*py, nie było wspaniale. (śmiech).

Jake: No wiesz, to co wspaniałe nadeszło z czasem. (śmiech).



Jesteście z Londynu i gracie dzisiaj w Londynie. Jak to jest grać w domu?

Luke: Dzisiaj będzie inaczej niż z reguły, bo jesteśmy supportem. Ostatnio, kiedy graliśmy w Londynie, mieliśmy swoją salę pełną ludzi, którzy przyszli tylko dla nas. Mogliśmy być bardziej chaotyczni. Ale zawsze dobrze jest grać w Londynie. The Garage jest miejscem jedynym w swoim rodzaju. Będzie zabawnie.



Jesteście ciężko pracującym zespołem, co widać chociażby po waszej długiej trasie. Czy kiedy już wszystko się kończy, macie swoje ulubione miejsce do zrelaksowania się?


Jake: Moim zdaniem smutek. Czas jest jedyną rzeczą, która może wybić cię z bycia w trybie trasy koncertowej. Pierwsze kilka dni jest straszne. Nie masz pojęcia, co ze sobą zrobić.

Barney: Budzisz się i jesteś zagubiony. Wstaję i zastanawiam się „W sumie mogę wziąć prysznic. A może mogę pooglądać telewizję...?”

Jake: Byłbyś zbyt nabuzowany, żeby siedzieć i oglądać telewizję. Ja muszę coś robić.

Barney: Choćby wczoraj był problem, gdy o 11 w nocy miałem pójść spać. Z reguły o tej porze zwijamy sprzęt, kończymy występ lub po prostu pijemy piwo. Jednak w domu musisz iść spać i to dosłownie pieprz* się z Tobą.

Luke: Mi się wydaje, że jesteśmy w dobrym położeniu. Podpisaliśmy kontrakt i robimy wszystko, co w naszej mocy. Pracowaliśmy już nad nowymi piosenkami, więc nasza praca zostanie podzielona na część do drugiego albumu zanim pierwszy wyjdzie.

Jake: To pewnie jeden tydzień wolnego i wrócimy do pisania.

Luke: Ale dobrze nam to wychodzi. Z reguły szybko wracamy prosto do pisania jak tylko możemy. Więc będzie w porządku. No i święta idą….




Pamiętacie moment, w którym zdaliście sobie sprawę, że chcecie być w zespole? Wiedzieliście, że to jest to co chcecie robić jako swój zawód?

Luke: Jasne. W sumie u mnie były dwa takie momenty. Jeden kiedy słuchałem muzyki takiej jak Radiohead i Nirvana. Myślałem sobie „To jest to co chcę robić’. Drugi to jak zagraliśmy na głównej scenie. Wtedy dotarło do mnie „Cholera to jest to. Możemy to zrobić i jesteśmy na tyle dobrzy, że to zrobimy". Wierzyłem w nas.

Jake: Wiedziałem, że chce to robić już na dużo wcześniej. Ale moment, w którym czułem największy powód aby to robić nastąpił kiedy zabraliśmy się do pracy. To był dziwny okres kilku miesięcy. Moim zdaniem nigdy wcześniej nie byliśmy tak skupieni jako grupa i raczej wcześniej tak ciężko nie pracowaliśmy. To było coś pięknego. Zbieranie wszystkiego w jedną całość jaką był album.

Barney: W sumie powiedziałbym dokładnie to samo. To zawsze gdzieś było. Całe życie jestem muzykiem i nigdy nic innego nawet mi nie przeszło przez myśl. Więc moment kiedy możemy coś rzeczywiście stworzyć jest ogromny postępem. To jedynie umacnia nas w tym przekonaniu z upływem czasu. W sumie dalej jesteśmy przekonani.



Więc jaka jest najlepsza część bycia w zespole?

Jake: Dosłownie to. Bycie w trasie. Jesteśmy szczęściarzami, że wszyscy w trójkę lubimy życie w trasie. Moim zdaniem podczas niej dajemy z siebie to co najlepsze i dostajemy to co najlepsze.

Luke: Widzisz, tak jak kocham życie w trasie na jakieś 9/10, wybrałbym nagrywanie płyty. Gorzkie podsumowanie naszego zespołu brzmiałoby pieprz*nie dookoła i nie do końca bycie świadomym co się dokładnie robi. Jake zawsze powstrzymuje mnie i Barney’a przed robieniem naprawdę głupich rzeczy. Następnie wszyscy się nudzimy.

Barney: Ale ironia w twoim głosie. (śmiech)

Luke: Tak wiem. Ale wspólna praca w studio i tworzenie czegoś razem… czułem się jakbym mógł tak nagrać 10 albumów. Nie mam zamiaru teraz tego zapeszyć, bo to zawsze może się zmienić ale to było tak proste. Zawsze chciałem pisać do połowy piosenki i mieć na tyle dobrych ludzi w zespole, którzy pociągną to i stworzą z tego coś pięknego. Jestem cholernie dumny z tego.





Niedawno wydaliście piosenkę przewodnią nowego albumu „Fall Aroud”. Jakbyście ją opisali?

Luke: „Fall Around” jest naprawdę naszą piosenką. Napisałem całą a następnie Jake napisał solo, kiedy jeszcze byliśmy na uniwersytecie. Jakieś 6 lat temu. W sumie moja mama nie lubi niczego co podchodzi pod heavy muzykę, jednak nuci melodię i podśpiewuje tekst kiedy jej śpiewam. Następnie zaczęliśmy pracować nad tą piosenką jako zespół kiedy wreszcie stworzyliśmy trio. Barney dodał coś od siebie i razem stało się tym czym jest teraz. Szczerze mówiąc przyjęło się bardzo dobrze.

Więc opisałbym ją jako dobry wstęp do albumu. Pokazuje to w czym jesteśmy dobrzy. Niczym łączenie akordów z chwytliwą melodią. Album w większości jest o wiele bardziej heavy ale to dalej tworzy ładny wstęp do tego czym jest False Heads.

Jake: Jest niczym jeden koniec większego spektrum. Album zawiera bardzo dużo w sobie. Reprezentuje nas. Wiem, że nie zaczęliśmy jeszcze kampanii reklamującej ale mogę powiedzieć, że dużo się w nim dzieje.



Więc wasz pierwszy album jest skończony. Co moglibyście powiedzieć o atmosferze podczas tworzenia go?

Barney: Jest to kolektyw pracy którą Luke wykonał przez ostatnie 10 lat, kolektyw pracy którą my wykonaliśmy jako kolektyw, kolektywu… jakiś 4 lat. Niczym nasza podróż, którą odbyliśmy. Wybraliśmy to co dobre i dodaliśmy trochę na szczycie. W sumie jest to rozwój naszego zespołu. Jestem bardzo ciekawy jak się przyjmie i co nas czeka potem. Reprezentuje nas i jesteśmy cholernie dumni z tego.

Luke: No i dobrze jest wreszcie widzieć, że jest skończony. Męczyliśmy się jakieś 4 lata z tym jak wymykał nam się spod kontroli. Wreszcie mieliśmy zespół i sam fakt, że poszło tak prosto. Atmosfera była wspaniała. Producent i nasza trójka. Więc nie ma negatywnej, rockandrollowej historii o procesie tworzenia. To było po prostu cholernie piękne.

Jake: Nagrywaliśmy dużo muzyki, zagraliśmy kilka piosenek i wieczorem szliśmy spać.


Jak wygląda u was proces pisania piosenek?

Luke: Z reguły ja piszę partię wokalną i tekst a następnie razem nad tym pracujemy. Barney napisał jedną piosenkę sam i będzie na nowym albumie.

Barney: Zaczynamy z pomysłem, który może być mały ale razem dopracowujemy to i zaczyna być solidny. Na przykład Elton John powiedział, że najlepsze piosenki tworzy się w 30 minut. Zapomnij. Nic nie napisaliśmy w pół godziny. Mamy pomysł, rozwijamy go i zostawiamy na jakiś czas. W tym czasie robimy coś innego aby móc wrócić do niej. Wszystko dzieję się raczej powoli ale oczywiście nie do niedorzecznego wymiaru. Wiem, że ten album nie powinien zając nam 4 lat ale 3 piosenki zostały napisane na przestrzeni ostatnich 2 miesięcy co daje nam 20 procent albumu.

Luke: Z reguły unikam zapisywania czegoś na komputerze lub bazgrania na kartce. Z reguły jest to coś gotowego z czym mogę po prostu zacząć. Później mamy tylko nadzieje, że się uda.

Jake: W sumie zastanawiam się co umieścimy w drugim albumie. Ale wiem, że będzie genialny.




Macie miejsce, w którym chcielibyście wystąpić?

Jake: Jasne, chociażby Brixton Academy. Jeżeli moglybyśmy tak zagrać i byśmy wyprzedali salę… to było by wspaniałe.

Luke: Ja ostatnio widziałem Pixies we Włoszech i to było coś.

Barney: Royal Albert Hall. Dla mnie to jest coś. Jesteś zaproszony, żeby tam zagrać tylko jeśli jako zespół jesteś na konkretnym poziomie. To byłby niewyobrażalny zaszczyt.

Jake: Wembley Stadium albo gdziekolwiek w Hamburgu.

Barney: Oj tak, gdziekolwiek w Hamburgu.



Czy macie swoją „guilty pleasure” piosenkę?

Jake: Ogromne ilości!

Barney: Wiele!

Luke: Moja to „Kiss Me” – Sixpence None The Richer

Jake: W sumie większość z naszych playlist. Jednej nocy wrzuciliśmy wszystkie popowe piosenki z czasów kiedy byliśmy studentami. Moja to „Sugar” – Maroon 5. (śpiewa) Kocham ją.

Luke: Okej zmieniam zdanie. Moje guilty pleasure to słuchanie Jake’a kiedy tak śpiewa.

Barney: Moja to „That Don’t Impress Me Much” – Shania Twain ( w dwójkę śpiewają).



Kto was inspiruje?

Luke: Thom Yorke i Curt Cobain. Również Elliott Smith. Nie sądzę, żeby któryś z zespołów, nawet The Beatles, osiągnęli to co on pod względem obycia z melodią. Jego muzyka jest po prostu nieziemska i szanuję go za to.

Jake: Dla mnie w odniesieniu do zespołów - Gary Jarman z The Cribs. Uwielbiam jego linie basowe. No i Leonard Cohen. Ostatnio wyszedł jego nowy album, którego słucham non stop. Jest legendą samą w sobie.

Barney: Dla mnie Josh Scogin z ’68. Przez tyle lat przetrzymał granie w zespole, przetrzymał małżeństwo, trasy i wiele więcej. Taki chce być. Jest inspiracją i do tego to co robi z gitarą. Nawet teraz możesz usłyszeć w tle jak gra. Inspiruje mnie mimo, że poznaliśmy się 10 dni temu. No i Josh Homme – legenda.



Gdybyście mogli wybrać, z kim chcielibyście napić się filiżanki herbaty?

Barney: Ale ta herbata byłaby o 11 rano czy …

Jake: Albo wczesnym popołudniem jako szybkie pół godziny…

Luke: Dobra, okej. Przyznam, że filiżanka herbaty z kimś takim jak Eminem była by komiczna. Usiąść i zobaczyć jak to jest dzielić ją z nim.

Jake: W sumie ja bym chciał z Królową. Zobaczyć o czym można z nią porozmawiać. Ona ma tyle poważnych i formalnych rzeczy do robienia. Albo Donald Trump. To byłoby równie komiczne.

Luke: Mógłbym wypić herbatę z Królową. Usiadłbym i powiedziałbym jej, że pierd**e rodzinę królewską. Mam ich już dosyć. Możesz to napisać w wywiadzie.

Barney: Filiżanka herbaty… z Skepta. No właśnie Skepta wyzywam cię, oznaczam tutaj i już ci mówię, że wygram z tobą w FIFA. Nawet nie kwestionuj tego.



Chcielibyście coś dodać?

Luke: Wydamy kilka singli a potem nasz debiutancki album. Będziemy w USA i następnie w Anglii. Wszystko ogłosimy już zaraz więc obserwujcie i czekajcie.

Wiele będzie się działo w przyszłym roku.


Wywiad i zdjęcia: Zuzanna Majewska










#falseheads #wywiad #interview #teaindie #photography #musicphotograpger #musicphotographt #fallaround

© 2023 by ENERGY FLASH. Proudly created with Wix.com