"Przełomowy, żywy oraz genialny?" - wywiad z Cassia.

Aktualizacja: 5 gru 2019

Niesamowicie rozmawiało mi się z Cassia przed ich występem w Warszawie. Zespół z Manchesteru przyjechał do Polski, nie tylko w celu jedzenia pierogów, ale też, żeby zagrać piosenki z ich pierwszego albumu “Replica”. Nie pojęte jest to, ile maja w sobie pasji i jak zarażają nią innych. Już po przesłuchaniu pierwszych piosenek nie ma się wątpliwości, ile radości sprawia im muzyka. Ich piosenki są pełne radości i szczęścia.




Występowaliście ostatnio na wielkich scenach w Reading, Leeds czy też na festiwalu All Point East. Jakie to uczucie występować przed ogromnymi tłumami i tym samym zdobywać coraz to większą popularność z każdym dniem?

Lou: Przerażające. Przerażające, ale i zabawne. Teraz już przywykliśmy do dużych tłumów. Wczoraj rozmawialiśmy o tym, że chwilowo gramy dla mniejszej publiczności co jest fajne. Dodatkowo jest to o wiele bardziej intensywne chociażby dlatego, że stoi się bliżej fanów. Podczas dużych występów nie sposób zobaczyć każdego. Wszystko zlewa się w niewyraźną plamę. 

Rob: Oj tak, granie większych koncertów jest niesamowite.  Duża publika – zawsze jesteśmy za. Zaczynaliśmy od niczego a teraz mamy możliwość grania dla tłumów ludzi.


Wczoraj rozpoczęliście długą trasę po Europie, następnie UK i Irlandia. Ale kiedy to się skończy, czy macie miejsce, w którym możecie się zrelaksować?

Wszyscy: Dom

Rob: Dom. Przyjmijmy, że od półtora roku jesteśmy cały czas w trasie. Dosłownie stale jesteśmy z małymi przerwami.

Lou: Studio jest też dosyć przyjemnym miejscem, żeby spędzić trochę czasu. Dalej to robimy. Wiesz, tam jest dużo jedzenia, więc nie trzeba wydawać pieniędzy - a to zawsze jest dobre.

Jake:Studio jest rzeczywiście dobre. Nie trzeba się o nic martwić. Jednak nie sądzę, żebyśmy mieli dużo czasu wolnego po tej trasie. Chyba chcą, żebyśmy nagrali nową muzykę.

Rob: Sądzę, że w czasie naszego relaksu zawsze było mówione - musisz zrobić to i to w określonym czasie. Tak zawsze było. Dobrze jest teraz z tego wyjść. Obecnie podróżujemy od jakiś dwóch, trzech tygodni co oznacza niezliczoną ilość jazdy. Teraz jesteśmy w Europie przez jakiś czas... i fakt, że za każdym razem musimy gdzieś dojechać... obłęd.

Jake: W sumie to jest dziwne, co nie? Podrzucają nas do domu na chwilę, na dosłownie 30-40 minut. Następnie zabierają nas z powrotem. Dziwnie jest podejść do mamy i taty i powiedzieć “Cześć tato, cześć mamo, do zobaczenia za trzy tygodnie. Sami wiecie. Pa!”.


Z tego co wiem robicie spotkania ze swoimi fanami oraz tworzycie czaty na Instagramie - które są pełne. Jak to jest być tak blisko swoich fanów?

Wszyscy: Genialnie.

Rob: Miło jest ich wszystkich spotykać. Wiesz co mam na myśli. To byłoby tak dziwne gdybyśmy tylko grali koncerty i nawet nie spotkać się po z osobami, które specjalnie przyszły nas zobaczyć. Jest to rzeczywiście miłe uczucie. Do tego mamy jeszcze grupę tych samych osób, które przychodzą na nasze koncerty. To jest niesamowite. Sądzę, że to był naprawdę dobry pomysł.

Lou: W sumie jest to też zabawne. Zabawnie jest zobaczyć ludzi w momencie, kiedy dostajesz ciągłe statystyki “Masz tylu obserwujących na Instagramie i tyle polubień.” W ten sposób łatwo jest zapomnieć, że za tym stoją prawdziwi ludzie. Kiedy ich poznajemy, zderzamy się z “Wow. Oni naprawdę lubią naszą muzykę”. Niesamowite uczucie.


Jaki był moment w waszej karierze, który spowodował, że wszystko potoczyło się w ten sposób?

Lou: Nie wiem, czy to był moment. Może.

Rob: Wydaje mi się, że zawsze pracowaliśmy więc to nie był tylko moment.

Lou: Teraz naszedł mnie moment refleksji.

Rob: Sądzę, że kiedy zaczęliśmy i BBC Radio One ogłosiło naszą piosenkę jako hit tygodnia, wszystko nabrało tempa. Więc załóżmy, że to był ten momenty.

Jake: Sądziłem, że wspomnicie o początkach. Pamiętam moment, kiedy zaczęliśmy z przekonaniem “Dobra, zróbmy to”. Pojechaliśmy do BSTK. Zarobiliśmy sporo pieniędzy. Pamiętam, że zagraliśmy na festiwalu Y-Not, który jest niczego sobie i jakimś cudem nam się to udało. Pamiętam jak wtedy sobie pomyślałam “Może nam się uda” i wtedy zaczęliśmy naprawdę ciężko pracować.


Macie wymarzone miejsce, gdzie chcielibyście wystąpić?

Jake: To byłoby jak normalny koncert.

Rob: Graliśmy ostatnio w starym kinie w Lipsku, co było bardzo fajne. Bardzo stare i odjechane. Ale raczej nie mam miejsca typu “Oh, chce tam zagrać”.

Jake: Na tyle jachtu. Po środku morza Karaibskiego.

Rob: Z szampanem. Relaks bez jeżdżenia.



Gdybyście musieli opisać swój album pt. “Replica” jednym słowem, którego byście użyli?

Lou: Fantastyczny

Jake: Niesamowity

Rob: Przełomowy

Jake: Przyspieszony

Rob: Nie skończony …?

Lou: Żywy

Rob: Tak nie da się go opisać. Żywy?

Lou: Czemu nie? Przecież taki jest.

Jake: To jest więcej niż jedno słowo. A co powiecie na “potrzebny”? Jesteśmy koszamrni w tym.

Rob: Może pozostańmy przy “przełomowy”.

Jake: Pozostańmy przy genialny.

Lou: “Żywy” jest dobre.

Jake: O tak, właśnie daliśmy ci jakieś 40 słów.



Jak byście opisali atmosferę podczas nagrywania waszego pierwszego albumu?

Rob: Intensywna. Intensywna i stresująca. Na początku relaks, ponieważ cieszyliśmy się tym. Następnie dotarliśmy do tygodnia numer trzy, kiedy się zorientowaliśmy, że połowa nie jest napisana ani nawet nagrana. Weszliśmy do studia bez napisanych piosenek. Prosto z trasy wkroczyliśmy do studia. Jedna z piosenek została w pełni stworzona ostatniego dnia. To dopiero było coś.

Jake: W sumie to było zabawne. Mieliśmy kilka tygodni na początku roku i potem ostatni na koniec. Powtarzaliśmy sobie “Mamy czas. To będzie niczym wieki. Będzie dobrze. Będziemy palić, grać w piłkę i robić te wszystkie rzeczy, kiedy powinniśmy pracować”. W ostatnim etapie zorientowaliśmy się jak dużo mamy jeszcze do zrobienia.

Rob: Dokładnie. Spędzaliśmy czas w osobnych butkach robiąc swoje rzeczy. Nie rozmawialiśmy ze sobą i nie spaliśmy. Zabawnie było.




Jak wygląda wasz proces pisania piosenek? Potrzebujecie specjalnego miejsca, może kawy lub czegoś podobnego, czy jest to po prostu moment?

Rob: Sądzę, że z racji jaką mamy naturę, po prostu tworzymy swoje rzeczy a następnie łączymy je w całość.  Nigdy nie mieliśmy zbytnio czasu na eksperymentowanie, aż do teraz. Pracujemy nad czymś indywidualnie i potem wspólnie dopracowujemy to. Więc jak najbardziej kawa jest zawsze mile widziana. Album i materiał się w pewnym sensie zmienia, piosenki się od siebie różnią... rodzaje akordów, pewne zmiany. Jest to o wiele fajniejsze...

Jake: O tak. Kawa jest idealna wieczorami. Z jakiegoś powodu jestem zawsze najbardziej zainspirowany nocą. Nie mam pojęcia, dlaczego.

Rob: No cóż. Ja się śpieszę do domu. Mam zasadę “Zrobię to”. Następnie śpieszę się, żeby skończyć wszystko. Nie znoszę nie kończyć rzeczy teraz. Chce mieć coś gotowego co mogę rano przesłuchać i wtedy zdecydować czy jest to śmieć czy nie.



Macie kogoś lub coś co was inspiruje?

Jake: Sądzę, że inspirujemy się wzajemnie...

Lou: Mnie inspiruje nasz producent. Zawsze opowiada nam te zwariowane historie jak to kiedyś było, kiedy spotykał się z Michaelem Jacksonem i innymi ludźmi. W sumie jest to inspirujące. Sprawia, że chcę być na tym poziomie i być takim. To jest naprawdę fajne.

Jake: To jest niedorzeczne, kiedy słuchasz tych historii. Stoisz i słyszysz “Tak, Michael zadzwonił do mnie i powiedział”. Ja sobie myślę “Spier***”. To jest niedorzeczne.

Rob: Myślę, że spotkanie kogoś jest zawsze inspirujące. Nie inspiruje mnie ktoś tylko osoba, którą znam. Muszą ją poznać i z nią porozmawiać. Matt jest taką osobą.

Lou: Oj tak.  On zawsze inspiruje dobre pomysły.

Jake: Mnie inspirują koncerty. Stoję i sobie myślę “Wow, oni tworzą tak niesamowite rzeczy”. Wtedy mam wiele pomysłów.




Czy macie swoją “guilty pleasure” piosenkę?

Rob: “Tiny Dancer” Elton’a John’a.

Jake: Abba, “SOS”

Lou: Może Harry Styles. Może dlatego czuje się winny, bo chyba nie powinienem lubić Harrego Styles’a. Jendnak lubię jego solową karierę.


Gdybyście mogli wybrać jedną osobę, z kim chcielibyście wypić herbatę i dlaczego?

Jake: Bardzo bym chciał napić się herbaty z Amy Winehouse, ponieważ to by było kozackie. Więc byłaby to bardzo przyjemna i rozkoszna filiżanka herbaty.

Lou: Niech się zastanowię... z kim chciałbym napić się herbaty? Kevin Parker z zespołu Tame Impala. Mógłbym podebrać mu kilka pomysłów, w jego studio, na przykład w Malibu. Ja, on i filiżanka herbaty. Muzyka w tle...

Rob: Nie sądzę, że chciałbym wypić herbatę z kimś kogo lubię. Chciałbym ją dzielić z kimś kogo znam. Nie wiem. Nie byłem nigdy w sytuacji, że chciałem koniecznie poznać i spotkać kogoś znanego. Nie mam w zwyczaju rozmyślać “Co by było, gdyby...”, wolę coś faktycznie zrobić.

Lou: Ale to nie musi być nikt znany.

Rob: Więc chciałbym z wami albo z Jimmym Hendrixem.

Jake: No więc mamy Jimmego Hendrix’a , Amy Winehouse i Kevin’a Parker’a … solidny wybór.



Czy chcielibyście dodać coś od siebie?

Jake: Więc... gramy dzisiaj w Polsce w klubie Bardzo Bardzo. Kupujcie nasze płyty. Obserwujcie nas na Instagramie.

Lou: Proszę, kupujcie nasz album i koszulki!

Rob: Jak powiedzieć po polsku "”?

Dobranoc

Rob: A więc dobranoc.



Wywiad oraz zdjęcia: Zuzanna Majewska

Edycja: Grzegorz Aleksander Biały








#cassia #teaindie #music #indie #replica #interview #musicphotography #photography #concert #gig #teaindie

© 2023 by ENERGY FLASH. Proudly created with Wix.com